27.5-20.06.2021 ② ZWIERZĘCENIE
ANIMALITY
ZWIERZĘ ZWIERZA...
ESEJ ILUSTROWANY, Margarita Vladimirova









Siedzę tu i tam. Smutno mi, jestem wściekła, skomlę i memłam, mam głupawkę, uśmiecham się, ryczę. Z rozpaczy, z radości. Wpadłam w pułapkę, nie wiem jak wypaść. Zostanę w norze. Zborsuczeję. Nudzę się, zmieniam skóry. Która dziś? Wilk w owczej, czy owca w wilczej? Jeleń, czy wielbłąd? Jestem w zawieszeniu.
A pod skórą? Co tam gra, a co nie gra. Tak tylko się zwierzam.
A pod skórą? Co tam gra, a co nie gra. Tak tylko się zwierzam.
I sit here and there. I'm sad, I'm furious, I whine and mumble, I am frolicking, I smile, I roar. Out of despair or joy? I fell into a trap, I don't know how to get out. I will stay in the burrow. I will badgerize. I get bored, I change skins. Which one today? A wolf in a sheep’s or a sheep in a wolf’s? Deer or camel? I am stuck in limbo. And under the skin? What's up and what's wrong. I'm just confiding.



Zespawali mi metalowy szkielet i obwiesili strzępami, lecz rogi mam zacne. Na wszystko spoglądam z góry. Kolega jurajski zmaga się ze zlodowaceniem. Tam płynie gruba ryba, w trawie szeleści, deszcz ją zrasza. Rozmawia z Wielorybem nadętym. Pyta, czy tęskni za prorokiem. On paszczę rozziewa, a tam cisza i powietrze. Mówili, że człowiek jest trzciną na wietrze, a zwierzę?
They welded for me a metal skeleton and filled it with dangling tatters, but my horns are good. I look down on everything. A Jurassic colleague is struggling with glaciation. There is a big fish swimming, it rustles in the grass, the rain sprinkles it. She talks to the bloated whale. She asks if he misses the prophet. He yawns his maw, and there is silence and air. They said that a man is a reed in the wind, and what about an animal?




Wypchali mnie i zmutowali, wiszę na ścianie, na wykładzinie stoję. Krajobraz malowniczy, znaczy malowany. Zapomnieli kurz zetrzeć, ale bym sobie kichnął.
They stuffed me and they mutated me, I'm hanging on the wall, I'm standing on the panelling. Picturesque landscape, I mean painted. They forgot to wipe off the dust, I would have gladly sneezed.







Spoglądam, zerkam nieśmiało zza kurtyny, zza rogu, z witryny, z ulicy. Nosem węszę, nasłuchuję, róg wystawiam, się zastanawiam – czy to ja patrzę, czy na mnie patrzą. Oni wypaczają, ja rozpaczam.
I look, I glimps shyly from behind the curtain, from around the corner, from the shop window, from the street. I sniff with my nose, I listen, I stick my horn out, I wonder – is it me who is watching or are they watching me. They warp, I despair..




Mój przodek przeklęty z niewiastą niefortunne miał układy. Ja inne mam z nią relacje, na brzuchu po brzuchu się czołgam z przyjemnością. Konkurencję zmiennocieplnych z godnością znoszę.
My cursed ancestor had unfortunate dealings with a woman. I have other relationships with her, I crawl stomach on stomach with pleasure. I endure the competition of the cold-blooded with dignity.



Spoglądam na szczątki moje i myślę – za życia taki tygrys ze mnie był, a po śmierci jakoś zmalałem. Pocieszam się tylko, że rogaczy podobny los spotkał. Nicponie, co tak uciekały. Ja się pytam, czy warto było?
I look at my remains and think – during my lifetime I was such a tiger, and after my death I somehow shrunk. My only consolation is that the horned ones suffered a similar fate. Losels who ran away so much. I am asking, was it worth it?





Zezwierzęceniem, frywolne obyczaje wołają. O licho im chodzi? Przecież to cecha zgoła sapiensów.
Animalising, frivolous manners cry out. What on earth do they mean? After all, this is a feature of sapiens.


Księżyca mi urok doskwiera. Dzikość serca się we mnie budzi, przepoczwarzam. Czym prędzej uciekam, nic tu już po mnie. Okaleczenia za sobą zostawiam.
The charm of the moon haunts me. The wildness of my heart awakens, I pupate into another beast. I run away as soon as I can, there's nothing here for me. I leave the mutilations behind.



Sztuczna hodowla, z plastiku życie. Zgryz dobry, dysplazji nie ma. Do usług gotowi. A gdybyśmy się tak wścieli, może lżej by było? Szybki koniec i zemsty słodycz na końcu języka.
Artificial breeding, plastic life. Good bite, no dysplasia. Ready for service. And if we got rabies, maybe it would be easier? A quick end and the sweetness of revenge on the tip of the tongue.

Ale przeciwko komu i o co walczyć? Gdybyśmy tak nie dali się oswoić. Może i klimat byłby inny, i człowiek nadal łupał kamienie. Co począć?
But against whom and what to fight for? If we hadn't let ourselves be tamed. Maybe the climate would have been different, and humans would continue to crack stones. What to do?



Zostaje tylko samoleczenie i ran wylizywanie. W tle życie nasze. W tkaninach, arrasach, fotelach i innych dywanach.
All that's left is self-healing and licking the wounds. Our life is in the background. In fabrics, tapestries, armchairs and other carpets.







W maskotkach, na półkach. Zawieszeni, zwierzęceni, porzuceni.
In mascots, on shelves. Suspended, animalised, abandoned.
Margarita Vladimirova
Margarita Vladimirova
ZWIERZĘCENIE
Wystawa w ramach Miesiąca Fotografii w Krakowie 2021
Cracow Art Week KRAKERS: sekcja FRINGE facebook.com/events
Cracow Art Week KRAKERS: sekcja FRINGE facebook.com/events













CZŁOWIEK ZWIERZA...
Andrzej Pilichowski-Ragno
Dzisiaj Gregor Samsa już nie zdycha z głodu w opustoszałym pokoju pod grubymi warstwami kurzu i brudu. Żyje i ma się dobrze, jest jednym z nas. Uszyliśmy mu garnitur uwzględniający jego anatomię: sternity odwłoka ukryte zostały pod kolorową kamizelką, trzy pary nóżek schowały się w wyprasowanych nogawkach. Nauczyliśmy się już trochę jego języka i nawet próbujemy się częściowo zaprzyjaźnić. Dzięki niemu budząc się codziennie rano nie oblewa nas zimny pot na samą myśl, że zamiast dobrze znanych przyciętych równo paznokci wieńczących wypielęgnowane stopy, spod kołdry wyłoni się umazany krwią pazur lub para patykowatych włochatych odnóży. Oczywiście to dopiero początek długiej drogi - część z nas nie chce się poddać za żadną cenę. Bo przecież umieramy jak dawniej i choć dzięki technoprotezom to umieranie odłożono nam na później, problem “tego, co dalej“ nadal pozostaje nierozwiązany. Wędrując przez czas nasza dawna tożsamość zatraca się i staje się energią i skomplikowanym systemem wielopoziomowego współbycia. Stopniowo gubimy gdzieś po drodze nasze dane biometryczne, dowody osobiste, fotografie rodzinne. I mimo, że codziennie rano kupujemy gazetę, mleko i chleb a nasze przypadkowe rozmowy, tak jak kiedyś, dotyczą pogody lub polityki, słowo człowiek nie brzmi już tak samo. Pojawiło się w nim nieobecne dotąd echo jednostajnego szumu sawanny, przenikliwego jazgotu dżungli i brzęczenia owadów. Niektórzy z nas zaczęli unikać luster; ponoć od czasu do czasu można w nich zobaczyć tę drugą stronę. Jest ciemna i nie ma w niej nadziei. Dlatego nie wszyscy idą z nami; zamiast tego jeszcze staranniej golą brody, prasują ubrania i starają się wysławiać w wyszukany sposób. Przekonują nas, powołując się na pewnego papieża, że ciało jest wstrętnym ubiorem duszy.
Mówią o nas, że jesteśmy nomadami, choć nie przemieszczamy się w przestrzeni. Wiemy, że nadszedł czas, w którym nasze dawne przyzwyczajenie do siebie musi być przemyślane na nowo a podstawowe pojęcia przedefiniowane - będziemy ich szukać w ruchu, zmienności, cykliczności. Każdego dnia wychodząc po gazetę, mleko i chleb jesteśmy już o krok dalej. Powoli roztapiamy się w świecie innych bytów, przedmiotów, struktur, relacji, zależności. Nie prowadzi nas już wiara ani rozum. Idziemy, bo tylko ruch wydaje się być czymś prawdziwym.
Andrzej Pilichowski-Ragno
Dzisiaj Gregor Samsa już nie zdycha z głodu w opustoszałym pokoju pod grubymi warstwami kurzu i brudu. Żyje i ma się dobrze, jest jednym z nas. Uszyliśmy mu garnitur uwzględniający jego anatomię: sternity odwłoka ukryte zostały pod kolorową kamizelką, trzy pary nóżek schowały się w wyprasowanych nogawkach. Nauczyliśmy się już trochę jego języka i nawet próbujemy się częściowo zaprzyjaźnić. Dzięki niemu budząc się codziennie rano nie oblewa nas zimny pot na samą myśl, że zamiast dobrze znanych przyciętych równo paznokci wieńczących wypielęgnowane stopy, spod kołdry wyłoni się umazany krwią pazur lub para patykowatych włochatych odnóży. Oczywiście to dopiero początek długiej drogi - część z nas nie chce się poddać za żadną cenę. Bo przecież umieramy jak dawniej i choć dzięki technoprotezom to umieranie odłożono nam na później, problem “tego, co dalej“ nadal pozostaje nierozwiązany. Wędrując przez czas nasza dawna tożsamość zatraca się i staje się energią i skomplikowanym systemem wielopoziomowego współbycia. Stopniowo gubimy gdzieś po drodze nasze dane biometryczne, dowody osobiste, fotografie rodzinne. I mimo, że codziennie rano kupujemy gazetę, mleko i chleb a nasze przypadkowe rozmowy, tak jak kiedyś, dotyczą pogody lub polityki, słowo człowiek nie brzmi już tak samo. Pojawiło się w nim nieobecne dotąd echo jednostajnego szumu sawanny, przenikliwego jazgotu dżungli i brzęczenia owadów. Niektórzy z nas zaczęli unikać luster; ponoć od czasu do czasu można w nich zobaczyć tę drugą stronę. Jest ciemna i nie ma w niej nadziei. Dlatego nie wszyscy idą z nami; zamiast tego jeszcze staranniej golą brody, prasują ubrania i starają się wysławiać w wyszukany sposób. Przekonują nas, powołując się na pewnego papieża, że ciało jest wstrętnym ubiorem duszy.
Mówią o nas, że jesteśmy nomadami, choć nie przemieszczamy się w przestrzeni. Wiemy, że nadszedł czas, w którym nasze dawne przyzwyczajenie do siebie musi być przemyślane na nowo a podstawowe pojęcia przedefiniowane - będziemy ich szukać w ruchu, zmienności, cykliczności. Każdego dnia wychodząc po gazetę, mleko i chleb jesteśmy już o krok dalej. Powoli roztapiamy się w świecie innych bytów, przedmiotów, struktur, relacji, zależności. Nie prowadzi nas już wiara ani rozum. Idziemy, bo tylko ruch wydaje się być czymś prawdziwym.
HUMAN CONFIDES..
Andrzej Pilichowski-Ragno
Today Gregor Samsa is no longer starving to death in a deserted room under thick layers of dust and dirt. He is alive and well, he is one of us. We sewed a suit for him, considering his anatomy: the sterna of his abdomen were hidden under a colourful vest, three pairs of legs were hidden in the ironed pantlegs. We've already learned a bit of his language and are even trying to befriend him. Thanks to him, while waking up every morning we are not covered with a cold sweat at the mere thought that instead of the well-known neatly cut nails crowning our well-tended feet, a blood-smeared claw or a pair of spindly hairy legs will emerge from under the duvet. Of course, this is just the beginning of a long road – some of us don't want to give up at any cost. Because we die as before, and although thanks to techno-prostheses this dying has been postponed, the problem of “what's next” remains unsolved. Wandering through time, our old identity becomes lost and turns into energy and a complex system of multi-level coexistence. We gradually lose our biometric data, ID cards, family photos. And although we buy a newspaper, milk and bread every morning and our random conversations, as in the past, are about the weather or politics, the word human does not sound the same. It is now resounding with an echo of the steady hum of the savannah, the penetrating screech of the jungle and the buzzing of insects, which wasn’t there before. Some of us started avoiding mirrors; apparently from time to time they show you the other side. It is dark and there is no hope in it. Therefore, not all come with us; instead, they shave their beards even more carefully, iron their clothes and try to express themselves in a refined way. They try to convince us, referring to a certain pope, that the body is a hideous garment of the soul.
They say that we are nomads, although we do not move in space. We know that the time has come when our old habituation to ourselves must be rethought and the basic concepts redefined – we will look for them in movement, changeability, cyclicality. Every day while going out to get a newspaper, milk and bread we get one step further. We slowly melt into the world of other beings, objects, structures, relationships and dependencies. We are no longer guided by faith or reason. We go because only movement seems to be something real.
Andrzej Pilichowski-Ragno
Today Gregor Samsa is no longer starving to death in a deserted room under thick layers of dust and dirt. He is alive and well, he is one of us. We sewed a suit for him, considering his anatomy: the sterna of his abdomen were hidden under a colourful vest, three pairs of legs were hidden in the ironed pantlegs. We've already learned a bit of his language and are even trying to befriend him. Thanks to him, while waking up every morning we are not covered with a cold sweat at the mere thought that instead of the well-known neatly cut nails crowning our well-tended feet, a blood-smeared claw or a pair of spindly hairy legs will emerge from under the duvet. Of course, this is just the beginning of a long road – some of us don't want to give up at any cost. Because we die as before, and although thanks to techno-prostheses this dying has been postponed, the problem of “what's next” remains unsolved. Wandering through time, our old identity becomes lost and turns into energy and a complex system of multi-level coexistence. We gradually lose our biometric data, ID cards, family photos. And although we buy a newspaper, milk and bread every morning and our random conversations, as in the past, are about the weather or politics, the word human does not sound the same. It is now resounding with an echo of the steady hum of the savannah, the penetrating screech of the jungle and the buzzing of insects, which wasn’t there before. Some of us started avoiding mirrors; apparently from time to time they show you the other side. It is dark and there is no hope in it. Therefore, not all come with us; instead, they shave their beards even more carefully, iron their clothes and try to express themselves in a refined way. They try to convince us, referring to a certain pope, that the body is a hideous garment of the soul.
They say that we are nomads, although we do not move in space. We know that the time has come when our old habituation to ourselves must be rethought and the basic concepts redefined – we will look for them in movement, changeability, cyclicality. Every day while going out to get a newspaper, milk and bread we get one step further. We slowly melt into the world of other beings, objects, structures, relationships and dependencies. We are no longer guided by faith or reason. We go because only movement seems to be something real.


















SPACER WIRTUALNY
W ramach Miesiąca Fotografii w Krakowie 2021 w sekcji Kraków Photo Fringe w Galerii ASP Promocyjna zaprezentowaliśmy wystawę ZWIERZĘCENIE. Skupia się na relacji człowieka i zwierzęcia, poddaje refleksji międzygatunkowe różnice i podobieństwa, wzajemne zależności, zażyłości i uchybienia. Ekspozycji ZWIERZĘCENIE towarzyszy wystawie Marty Bogdańskiej SHIFTERS w Galerii ASP.
W wystawie udział wzięli artystki i artyści związani z PRACOWNIĄ FOTOGRAFII 1, WYDZIAŁU GRAFIKI ASP w Krakowie
︎KURATORKI: Agata Pankiewicz i Margaryta Vladimirova
︎IDENTYFIKACJA WIZUALNA: Piotr Srebro
W wystawie udział wzięli artystki i artyści związani z PRACOWNIĄ FOTOGRAFII 1, WYDZIAŁU GRAFIKI ASP w Krakowie
︎KURATORKI: Agata Pankiewicz i Margaryta Vladimirova
︎IDENTYFIKACJA WIZUALNA: Piotr Srebro
As part of Krakow Photomonth 2021, in the Krakow Photo Fringe section, the Academy of Fine Arts’ Promotional Gallery presented the exhibition under the title ANIMALITY. It focuses on the relationship between humans and animals, reflects on interspecies differences and similarities, mutual dependencies, intimacy and transgressions. The ANIMALITY exhibitionaccompanies the SHIFTERS exhibition of Marta Bogdańska at the Academy of Fine Arts Gallery.
The exhibition includes artists associated with the Photography Studio 1, Faculty of Graphic Arts at the Academy of Fine Arts in Krakow
︎CURATORS: Agata Pankiewicz and Margarita Vladimirova
︎ID: Piotr Srebro
The exhibition includes artists associated with the Photography Studio 1, Faculty of Graphic Arts at the Academy of Fine Arts in Krakow
︎CURATORS: Agata Pankiewicz and Margarita Vladimirova
︎ID: Piotr Srebro